piątek, 26 października 2012

Szkoła...

.... a raczej jej brak.

 Tak, znowu nie poszłam na lekcje. Nie wiem dlaczego, ale to jest coś co powinniście o mnie wiedzieć. Jestem dobrą uczennicą, swego czasu miałam miano kujona, choć ani nie wyglądam, ani nie zachowuję się jak wcześniej wspomniany typ człowieka. O ironio, ja nienawidzę się uczyć. Mimo to, jakimś cudem dobre oceny do domu przynoszę...
Oczywiście, o ile najpierw z niego wyjdę, dotrę do szkoły i przetrwam do końca. Zadanie a wykonalne, ale jakoś daję radę. Czasami...
Ale przychodzą takie dni, jak i ten ... Kiedy budzę się rano i czuję łzy na policzkach... I wiem, że znowu płakałam w nocy, choć nie wiem dlaczego. Czuję dziwną potrzebę zostania objętą przez kogoś, poczuć ciepło ramion, przytulić się. Ale nikogo nie ma, jestem sama...
Tak więc zwinęłam się w kłębek, pozwalając by moim ciałem wstrząsnął szloch. Po jakiś 30 minutach usłyszałam telefon... Odszukałam go w pościeli i odebrałam, wmawiając mamie, że już się ubieram i zaraz wyjdę do szkoły. Oczywiście po rozłączeniu się poszłam dalej spać, chociaż... Spaniem tego nie nazwę. Nie mogłam zasnąć, to było za trudne.
W szkole pewnie teraz znowu myślą, że poszłam na wagary, bo mi się nie chciało, albo nie miałam odpisanych lekcji... Och, nic bardziej mylnego, cóż jednak zrobić...
Nie, nie mam depresji. Wiedziałabym o tym, a raczej... Domyślam się, że wiedziałabym. Po prostu mam problem, ale nie umiem go określić w żaden racjonalny sposób.
I wiem, że chyba potrzebuję pomocy, ale jeśli mi takową ktoś da, to ją odrzucę.
Nienawidzę litości... Mam swój honor, godność, dumę... Nie popełnię samobójstwa, co to to nie.. Nie jestem tchórzem, nie boję się życia. Boję się innych rzeczy...
Samotności...
Ciemności...
Ciszy...
Bólu...
Ty tego nie zrozumiesz, nawet jeśli myślisz, że umiesz to sobie wyobrazić. Och, nikt nie jest w stanie zrozumieć mnie, zrozumieć mojego życia, mojego cierpienia.. Życie dało mi wystarczająco w dupę, choć i tak większość z was myśli, że jestem "Szaloną Emo Martynką, która myśli, że wie co to życie" ...
Nie, nie jestem emo. Gdybyście zobaczyli mnie na ulicy, nie dostrzeglibyście we mnie nic nadzwyczajnego. Ot, ładna dziewczyna ... Nic więcej. Nie lubię użalania się nad sobą, nie chcę współczucia... Wiem co to życie, myślę, że potrafię żyć...
Chyba.

czwartek, 25 października 2012

Przyjaciele...

 Czy wiecie jak to jest, kiedy pewnego dnia przychodzisz do domu, z uśmiechem na twarzy... Tym uśmiechem, który pojawia się na niej tak rzadko... Tym uśmiechem, który pojawia się tylko na chwilę, nie siedzi na niej długo, a jednak rozświetla ją jak słońce...  A teraz wyobraźcie sobie, że słońce zachodzi, i zaczyna padać deszcz, słone łzy spływają po policzkach niczym krople deszczu... Wpatrujecie się w okno, nie widząc nic, i przetwarzacie w głowie tą jedną informację, która właśnie do was dotarła.

 Już nie mam przyjaciół...
To nie był nasz pierwszy kryzys. Wiele razy się odsuwałyśmy, były łzy, ostre słowa. Mimo wszystko jednak się godziłyśmy, jednak potrafiłyśmy sprawić, że nasza wspaniała grupka potrafiła się pogodzić. Byłyśmy wzorem, wiem, że inni nam zazdrościli... A teraz co?

Pustka.
Nie umiem tak żyć. Nie wyobrażam sobie jutrzejszego dnia bez rozmowy z nimi. Nie chcę, żeby było tak jak z Nią, że nie będziemy potrafiły ze sobą rozmawiać, powiedzieć głupiego "cześć", spytać o zdrowie, rodzinę. Każdy z nas ma problemy, każdy ma coś, czego nie ma ktoś inny. MY miałyśmy siebie, a teraz? Teraz czuję się tak, jakbym nie miała nic, jakbym stała się zwykłym pionkiem, mimo, iż wcześniej czułam się niczym goniec, a nawet królowa.
Nie przeżyję tej ciszy, nie przetrwam kolejnego dnia, nie dam sobie bez Nich rady... Są moim sercem, moją duszą, moim zbawieniem, moim istnieniem. Te dziewczyny były moją własną religią, którą wyznawałam, a teraz? Teraz już tego nie ma... Nie ma Nas, jestem ja i jesteście wy. I wiem, że to nie jest wasza wina, wiem, że "i tak będziemy ze sobą rozmawiać"... Nie będziemy.

To koniec.
Ale było warto, cholera.... Kocham Was i będę tęsknić i żałuję... Żałuję, że to trwało tak krótko, ale... Było zbyt piękne, a moje życie jest zbyt szare, byście mogły nadać mu barwy.
Ale...

  Będzie dobrze, musi być, bo jeśli nie, to po co żyć...

Trudne początki.

 Miejsce przeznaczone na moje przemyślenia, nie zawsze napisane zgodnie z zasadami gramatyki, pewnie chaotyczne... Moja skarbnica złotych myśli, moje sacrum.
Nie szukajcie tu poważnie napisanych wypowiedzi, ważnych informacji ze świata, ciekawostek, opowiadań... Tutaj znajdziecie jedynie inspirację, żal, smutek, ironię, hałas... Nie gwarantuję, że zawsze zrozumiecie o co mi chodzi, nie mam wam tego za złe, czasem sama siebie nie rozumiem. To nic, poradzimy sobie...

   Bo jeśli nie, to czy jest sens dalszego istnienia?

Do stworzenia tego bloga nakłoniła mnie sytuacja, która miała miejsce dzisiaj, podczas mojego powrotu ze szkoły. Ach, nie... Nie dowiecie się kim jestem, do jakiej chodzę szkoły. Możliwe, że będę nawet zmieniać imiona oraz nazwy byście się tego nie domyślili. Łatwiejsze jest życie w niewiedzy, a ja nie chcę wam życia utrudniać.
Tak więc, wracałam ze szkoły, jak zwykle sama, jak zwykle bez uśmiechu, patrząc przed siebie, ale tak naprawdę w dal, słuchając własnych myśli, bojąc się ich szeptów.
I wtedy zobaczyłam Ją. Nie widziałyśmy się bardzo długo, ale kiedyś byłyśmy blisko. Mówiłam jej o wielu rzeczach, jeśli nie o wszystkim, lubiłam z Nią rozmawiać. A dzisiaj? Zamieniłyśmy dwa zdania, tak oschłe i zimne jak dzisiejsze powietrze, niczym pogoda otaczająca nas zewsząd, szukająca ucieczki w naszych ciepłych kurtkach i szalikach... Nastała chwila ciszy, wpatrywania się w siebie, zastanawiania. Nie umiem czytać w myślach, ale wiem, że ona chciała już iść. I zrobiła to. Powiedziała zaledwie głuche "cześć" i odeszła, nie pytając się co u mnie? Czy tęsknię?
Czasem warto spytać kogoś co u niego... Nawet obcą osobę, spytać czy wszystko ok., czy może potrzebuje pomocy, kogoś komu może się wygadać. Ludzie właśnie tego potrzebują, ale niestety... Nie potrafią rozmawiać, ta sztuka jest dla nich zbyt trudna... A szkoda...
Ja lubię rozmawiać, lubię zadawać pytania, ale też na nie odpowiadać. Cisza mnie zabija, wyrywa wnętrzności, rozciera po ziemi... Nie lubię ciszy... Boję się jej, pragnę hałasu.

   Ale niestety dookoła mnie jedynie pustka i ciche szeptanie własnych myśli.