Czy wiecie jak to jest, kiedy pewnego dnia przychodzisz do domu, z uśmiechem na twarzy... Tym uśmiechem, który pojawia się na niej tak rzadko... Tym uśmiechem, który pojawia się tylko na chwilę, nie siedzi na niej długo, a jednak rozświetla ją jak słońce... A teraz wyobraźcie sobie, że słońce zachodzi, i zaczyna padać deszcz, słone łzy spływają po policzkach niczym krople deszczu... Wpatrujecie się w okno, nie widząc nic, i przetwarzacie w głowie tą jedną informację, która właśnie do was dotarła.
Już nie mam przyjaciół...
To nie był nasz pierwszy kryzys. Wiele razy się odsuwałyśmy, były łzy, ostre słowa. Mimo wszystko jednak się godziłyśmy, jednak potrafiłyśmy sprawić, że nasza wspaniała grupka potrafiła się pogodzić. Byłyśmy wzorem, wiem, że inni nam zazdrościli... A teraz co?
Pustka.
Nie umiem tak żyć. Nie wyobrażam sobie jutrzejszego dnia bez rozmowy z nimi. Nie chcę, żeby było tak jak z Nią, że nie będziemy potrafiły ze sobą rozmawiać, powiedzieć głupiego "cześć", spytać o zdrowie, rodzinę. Każdy z nas ma problemy, każdy ma coś, czego nie ma ktoś inny. MY miałyśmy siebie, a teraz? Teraz czuję się tak, jakbym nie miała nic, jakbym stała się zwykłym pionkiem, mimo, iż wcześniej czułam się niczym goniec, a nawet królowa.
Nie przeżyję tej ciszy, nie przetrwam kolejnego dnia, nie dam sobie bez Nich rady... Są moim sercem, moją duszą, moim zbawieniem, moim istnieniem. Te dziewczyny były moją własną religią, którą wyznawałam, a teraz? Teraz już tego nie ma... Nie ma Nas, jestem ja i jesteście wy. I wiem, że to nie jest wasza wina, wiem, że "i tak będziemy ze sobą rozmawiać"... Nie będziemy.
To koniec.
Ale było warto, cholera.... Kocham Was i będę tęsknić i żałuję... Żałuję, że to trwało tak krótko, ale... Było zbyt piękne, a moje życie jest zbyt szare, byście mogły nadać mu barwy.
Ale...
Będzie dobrze, musi być, bo jeśli nie, to po co żyć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz